czwartek, 21 listopada 2013

Rozdział II

Rozdział II

*Flashback*

- Takanori, po prostu tego nie rozumiem. Chciałbym wiedzieć o co chodzi. Dlaczego jesteś wściekły na mnie od tygodnia, dlaczego w ogóle się nie odzywasz? Powiedz mi gdzie zrobiłem błąd, a postaram się go naprawić.

Wzrok Yukichiego był niemal błagalny, miał ochotę objąć chłopaka i nigdy go nie puszczać, nie zrobił tego, bo wiedział, że nie może. Nie chodziło już tylko o fobię, Takanori po prostu nie był dla niego, nie zależnie jak bardzo tego pragnął, nie mógł go mieć.

Młodszy jednak jeszcze tylko bardziej się rozpłakał, jego kolana zadrżały, aż w końcu ugięły się pod ciężarem bezwładnego ciała. Chłopak upadł na podłogę i nie próbował się nawet podnieść. Nie minęła chwila, a mężczyzna znalazł się przy nim. Drżącą dłonią dotknął jego mokrego policzka, delikatnie ocierając go z łez.

- Nigdy nie miałeś przede mną tajemnic. Dlaczego teraz je skrywasz? Błagam, powiedz mi. Nie mogę już wytrzymać obserwowania twojego smutku.

Delikatne dłonie zacisnęły się na koszuli starszego, a drobne ciało przylgnęło do niego. Takanori pierwszy raz był tak blisko. Na tyle blisko, że Yukichi mógł wyczuć bicie jego serca. W końcu młodszy odezwał się cichym, drżącym głosem:

- Wiem, że tak nie powinno być, że to nie może tak być, że nie mogę sobie na to pozwolić, ale Yukichi-san to się dzieje, czy też nawet już się stało... Ja... po prostu jestem tak koszmarnie zazdrosny... Nie zniosę, gdy jeszcze raz zobaczę jak inny facet cię dotyka, umrę jeśli jeszcze raz wrócić do domu z kimś innym. Chcę abyś był tylko mój.

~ * ~

Tsuki jako jedyna z zespołu lubiła jesień. Była to jej ulubiona pora roku. Dlaczego? Sama często zadawała sobie to pytanie. Nie była osobą ponurą, a przynajmniej starała się nią nie być i choć przeszłość często jej na to nie pozwalała, z całych sił pragnęła się uśmiechać. Na szczęście miała piątkę wspaniałych przyjaciół, którzy przy każdej możliwej okazji poprawiali jej humor.

Dziewczyna ślizgając się na mokrych płytach chodnikowych biegła na halę sportową, w której miał się spotkać zespół. Była spóźniona i przy tym niesamowicie zdenerwowana, zawsze to chłopcy dostawali kary od niej za przybywanie nie na czas, a teraz sama popełniła ten błąd. Wierzyła jednak, że stało się to nie z jej winy, po prostu idąc na miejsce spotkania zobaczyła na drzewie małego, białego kotka o przerażonych oczach. I co niby miała zrobić? Zostawić go tam? Nie lubiła co prawda tego rodzaju zwierząt, ale mimo wszystko potrzebowało ono pomocy. Dlatego z wielkim trudem wspięła się po gałęziach na górę i chciała pochwycić istotkę, ta jednak, gdy tylko ujrzała dziewczynę fuknęła cicho i przestraszona zgrabnie wróciła na dół.

Tsuki przez kolejne piętnaście minut po prostu siedziała na drzewie nie za bardzo wiedząc, co się właściwie stało, a przez następne kilkanaście złaziła z wysokości.

W końcu jakimś cudownym sposobem udało jej się dotrzeć pod salę gimnastyczną. Była zgrzana i zadyszana odczekała więc chwilę pod drzwiami, po czym weszła do środka. Przywitała się z opiekunami ośrodka sportowego i udała się do szatni, tam przebrała się niemal w tempie ekspresowym, przy okazji spostrzegając, że cała piątka przyjaciół już jest na miejscu, świadczyły o tym ich rzeczy, porozwalane w każdym możliwym miejscu.

Nagle do jej uszu zaczęły dobiegać dźwięki muzyki, uśmiechnęła się pod nosem i ruszyła na halę. Na chwilę przystanęła w drzwiach nie ujawniając swojej obecności i po prostu obserwując zachowanie przyjaciół.

Jeden z chłopców obecnych na sali biegał za trójką pozostałych, którzy wyraźnie naśmiewali się z czegoś. Najmłodszy z zespołu siedział na trybunach i ewidentnie kibicował uciekającym.

- Nie można was zostawić nawet na chwilkę, żebyście nie zaczęli odstawiać jakiejś szopki?!

Wszyscy jak jeden mąż spojrzeli na dziewczynę, która zgrabnie przemierzyła pomieszczenie i dotarła na jego środek.

- Jun-san oddaj Kaoru jego telefon, proszę. – Jedyny blondyn (oprócz Tsuki) zbliżył się do wcześniej goniącego go przyjaciela i złożył mu w dłonie urządzenie przy okazji szepcząc cicho.

- Jeszcze sobie pogadamy słodziaku.

- AISH! – Kaoru tupnął nogą niczym mała dziewczynka, co wywołało salwę śmiechu. – Jun-san! Czy ty zawsze musisz taki być?!

- Się wie. – Chłopak zasalutował koledze uśmiechając się szeroko.

Kolejny z nich, o imieniu Kazuma postanowił zmienić temat, co to by ich menedżer nie denerwowała się za bardzo.

- Tsuki-sama, co się stało, że się spóźniłaś? Raczej ci się to nie zdarza. Nie wiedział, że uderzył w słaby punkt i pytanie to tylko pogorszyło nastrój dziewczyny. Wcześniej modliła się w duchu, by nikt się tym nie zainteresował.

- Oh... miałam spotkanie biznesowe. – Tsuki opanowała sztukę kłamania niemalże do perfekcji. Nie zdarzało jej się to jednak często, a już na pewno nie przy tej piątce. Tym razem, bądź co bądź, sytuacja była krytyczna i musiała wykorzystać swój talent. – Dobrze, skoro już wszystko jasne i widzę, że zrobiliście sobie rozgrzewkę, w końcu takie grzeczne z was dzieci, zacznijmy! Polecimy ze wszystkim tak jak ma być na koncercie.

- MWO?! – Kazuma wybałuszył oczy. – Przecież koncert będzie trwał ponad godzinę!

- Do roboty, Rumuny! – Jak przystało na lidera Yukichi zgrabnie uciął wszelkie nieadekwatne komentarze i skierował się na środek sali, po czym z głośników wydobyła się odpowiednia muzyka, a obecni na sali panowie poczęli uderzać w pląsy.

~ * ~

Tsuki od dłuższego czasu zawzięcie tłumaczyła Junowi, że nie powinien zabierać Kaoru telefonu tylko po to, aby się pośmiać, że ma on na nim zdjęcia Rena z Nu’est, ale nie za dobrze jej to wychodziło.

Nagle, gdy była już bardzo zaangażowana w swój monolog, poczuła jak coś delikatnie ciągnie ją za rękaw bluzki. Obejrzała się zdezorientowana do tyłu i napotkała zielone oczy przyjaciela.

- Coś się stało Takanori?

- Noona, masz teraz jakieś spotkanie czy coś? – Po spojrzeniu i ułożeniu ust maknae było widać, iż stresuje się on czymś, dlatego też blondynka od razu zaprzeczyła.

- Nie maluchu, coś się stało?

- Nie chciałabyś przypadkiem zaprosić mnie na herbatę?

- Oh! Takanori! Przypomniało mi się coś! – Młodszy zrobił trochę smutną minkę, ale już miał się uśmiechnąć i powiedzieć, że w porządku, gdy Tsuki odezwała się ponownie. – Zapomniałam, że kupiłam ostatnio bardzo dobrą herbatę. Chciałbyś wpaść do mnie się napić?

Obydwoje roześmiali się głośno, tymczasem Tsuki odwróciła się, by ponownie wrócić do tłumaczenie zasad moralności Junowi, jednak on w tym czasie zdążył wyparować.
Dziewczyna westchnęła głęboko i złapała zielonookiego chłopca za rękę.

- Idziemy?

- Jasne.

Ruszyli przed siebie rozmawiając o najzwyklejszych rzeczach. To właśnie Takanori uwielbiał w Tsuki – i wzajemnie – mógł czuć się przy niej bardzo swobodnie. Była osobą bez której nie wyobrażał sobie życia. Gdy chował w swym sercu sprawy, o których bał się porozmawiać z Yukichim, albo o których po prostu rozmawiać z nim nie wypadało, to szedł właśnie do niej. A ona zawsze miała dla niego czas i zawsze była dla niego.

Po niezbyt długim spacerze dotarli do domu blondynki. I znów przed oczami Takanoriego zamajaczyła się mała willa. Tsuki nade wszystko wielbiła wygodę dlatego też jej dom był bardziej praktyczny i nowoczesny. W przeciwieństwie do jego własnego domu, który urządzony był w starym stylu i nie stawiał na pierwszym miejscu funkcjonalności lecz wygląd.

Ich kroki zaraz po przekroczeniu progu od razu skierowały się do kuchni, na stół został postawiony talerz ciastek, a w chwilę później dwa kubki parującej herbaty.
Tsuki zajęła miejsce na przeciwko swojego przyjaciela i wlepiła w niego swoje niebieskie oczy.

- No to, o czym chciałeś ze mną porozmawiać? – Maknae utkwił wzrok w wyjątkowo zachwycającej fakturze kubka, a na jego policzki wkradł się czerwony odcień. Dziewczyna zmarszczyła brwi zastanawiając się o co to tym razem może chodzić chłopcu.

- Bo widzisz... Ja... Nawet nie wiem jak mam się zabrać za powiedzenie tego...

- Od początku Taka-chan, od początku. – Tsuki posłała Takanoriemu pokrzepiający uśmiech.

- Bo wiesz, że od kilku tygodni moja fobia tak jakby zaczęła zanikać. – Makane spojrzał na przyjaciółkę, która kiwnęła głową na potwierdzenie. – No i widzisz... Wczoraj jak przyszedłem do domu to Yukichi mnie pocałował, tak normalnie, jak zawsze. Z tym, że zazwyczaj to nie było miłe uczucie, a wręcz przeciwnie, czułem się źle. A... a wczoraj to było... przyjemne? No i później, on... no wiesz... podszedł do mnie i... tak musnął mnie w kark, a potem jeszcze raz. I bałem się, że znowu stanie się to, co zawsze się dzieje gdy kto kolwiek mnie dotyka, ale tak nie było. Czułem takie miłe mrowienie i było mi tak ciepło... i...

- I dlaczego się zachowujesz jakbyś co najmniej dowiedział się, że jesteś w ciąży?! – Tsuki spojrzała na chłopaka z lekkim niedowierzaniem w oczach. – Powinieneś się cieszyć idioto! Powinieneś się rzucić na Yukichiego i czerpać teraz wszystko pełnymi garściami. Macie tyle czasu do nadrobienia!

- Niby tak... ale... – Głos maknae zadrżał, a jego oczy zrobiły się bardziej szkliste. – Ale boję się, że to wróci! Że znowu przyjdzie ten sam strach i... i co ja wtedy zrobię? Przyzwyczaję się do jego dotyku, a później będę znów musiał od tego odstąpić i znowu będę go ranił! – Z jego oczu wypłynęła jedna, duża łza, na co dziewczyna westchnęła cicho i podniosła się z krzesła, po czym kucnęła przed chłopakiem i oparła się dłońmi o jego kolana. Była bardzo blisko niego.

- Przeszkadza ci to? - Młodszy pokręcił głową tym samym zaprzeczając.

- Wiesz, że żadna fobia nie jest wieczna i jak się z nią walczy, to po prostu znika. Pamiętasz jak kilka mięsięcy temu, gdy chociaż delikatnie cię dotknęłam to dostawałam po twarzy?

- Nie przypominaj mi... – Dziewczyna uśmiechnęła się ciepło i poklepała chłopca po policzku.

- A zauważ co się dzieje teraz. Chodzimy po mieście trzymając się za dłonie, w szkole nie rzucasz się jak ktoś cię przypadkowo dotknie na wuefie, czy korytarzu.

- Ale to inny dotyk niż ten, który oferuje mi Yukichi! – Takanori wciąż trwał przy swoim. Jednak nie dlatego, że nie chciał aby jego fobia minęła. Co to, to nie! Jedyne czego chciał, to być pewnym, że już nigdy nie będzie się musiał bać, że wszystko będzie w porządku i jego hyung będzie mógł być z nim w pełni szczęśliwy.

- Nie chcesz aby Yukichi dotykał cię w taki sposób? – Dziewczyna badawczo przyjrzała się twarzy zielonookiego i wcale nie musiał jej odpowiadać by znała prawdę. Zdradzały go te urocze wypieki na policzkach.

- Ch...chcę...

- Powiedz mi, czy Yukichi kiedyś cię skrzywdził? Oczywiście pomijając pewne epizody z przeszłości, gdy byliście głupi i nie wiedzieliście, że jesteście dla siebie stworzeni. Czy kiedykolwiek sprawił ci ból?

- Nie. On... Zawsze mi pomaga. I robi wszystko, żeby było mi dobrze i żebym był szczęśliwy i bardzo o mnie dba i wszystko robi dla mnie.

- No właśnie. I to jest to Takanori! Więc nie bój się. Wiesz, że znam go od bardzo długiego czasu i powiem ci maluchu, że on nie jest osobą, która mogłaby kogokolwiek skrzywdzić.

Dziewczyna puściła przyjacielowi perskie oczko, po czym wróciła na swoje miejsce i zabrała się za picie herbaty.

- Ach... Powiedz mi, co myślisz o nowym układzie? – Tsuki zgrabnie zmieniła temat, nie chcąc już więcej męczyć chłopca. Wiedziała, że zrobi, co uzna za słuszne. Ona mogła go tylko naprowadzić na prawidłową ścieżkę.


W końcu od tego są przyjaciele, prawda? By być przy nas, gdy czujemy się źle. Nawet wtedy gdy powody naszego smutku są irracjonalne i nie zrozumiałe dla innych. Są po to, by mówić im o tym, o czym wstydzimy się chociażby wspomnieć przy kimś innym, by pomóc w trudnych chwilach i pomagać zwalczać lęki. Tym są właśnie przyjaciele. Osobami, które zawsze zrozumieją i bez względu na wszystko zawsze będą przy nas.

~

1 komentarz: