środa, 13 listopada 2013

Rozdział I

No więc ruszamy z rozdziałem pierwszym. Blog nie bije rekordów popularności, ale mam nadzieję, że to niedługo się zmieni i może znajdzie się nawet kilku komentatorów (Tsaaa... Łudź się dalej).
Opowiadanie na razie może wydawać się Wam bardzo zagmatwane, ale nic się nie bójcie nie długo wszystkiego się dowiecie. <3

~ * ~

Rozdział I
Dziesięć miesięcy później.

Kochany pamiętniczku! <3
Jestem popierdolony.


Młody chłopak o wyraziście zielonych oczach spojrzał na zeszyt leżący na szkolnej ławce, w którym wypisał te cztery piękne słowa, po czym gdy je przeczytał i dotarł do niego ich sens, czy też raczej jego brak, parsknął gromkim śmiechem.
Nagle na blacie zmaterializowały się dwie, zgrabne dłonie. Zlękniony spojrzał ku górze i ujrzał twarz nauczycielki wykrzywioną grymasem złości.

- Pan Takanori jak widać uważa, że wie już wszystko i nie musi mnie słuchać.
Nim chłopak zdążył się odezwać postać siedząca obok niego poderwała się do góry i stanęła na prostych nogach kłaniając się przed kobietą.

- Przepraszam pani profesor, to moja wina. – Dziewczyna spuściła wzrok i wbiła go w podręcznik od biologii spoczywający na ławce. Tym razem Takanori tego nie przeżyje, była pewna, że zabije go gdy tylko opuszczą klasę.

- Tsuki! – Syknął młodzieniec ciągnąc przyjaciółkę za niebieską bluzkę, ta jednak ani drgnęła tylko kontynuowała swoją wypowiedź łżąc tak, jak nikt inny nie potrafił.

- Byłam całkowicie nieskupiona na lekcji i zagadałam go, odciągając go tym samym do nauki. Bardzo przepraszam pani profesor. – Zielonooki chłopak miał ochotę walnąć głową o blat i zacząć rzewnie płakać, ale nauczycielka uwierzyła w jego niewinność, fuknęła cicho na blondynkę i nie mówiąc już nic, wróciła do omawiania tematu.

- Ty mały gnojku. – Tsuki odezwała się do chłopaka, gdy tylko na powrót usiadła. 

– Przysięgam ci, że rozewrę ci gardło, wypruję wnętrzności i rozrzucę je po całym szkolnym placu. Ty nierobie jeden! Ile razy mam ci powtarzać, żebyś się skupił na tym co robisz?! Rumunie ty wstrętny!

- To dlatego, że w ogóle mnie to nie interesuje! Na co mi się przydadzą ‘rośliny pierwotnie wodne’ na medycynie?!

- Przypominam ci, że aby dostać się na medycynę musisz przyzwoicie zdać maturę, a na niej na pewno pojawią się rośliny! I ani słowa więcej! Bierz się do nauki!
Takanori posłuchał przyjaciółki i skupił się na małych, czarnych literkach umieszczonych na slajdzie wyświetlanym na ścianie.

Reszta lekcji minęła w miarę szybko, choć niezbyt przyjemnie. Młodzieniec z całych sił starał się zrozumieć omawiany temat, choćby po to, by zaimponować Tsuki, ale za nic mu to nie wychodziło. Nie rozumiał ani słowa z omawianej lekcji, bo w głębi serca wcale nie chciał się na tym skupiać. To co kochał to: DNA, tkanki, organy, anatomia et cetera, ale na pewno nie rośliny! Jednak starał się z całych sił i nie miał zamiaru się poddawać. Nawet wtedy, gdy wyszedł z klasy i poczuł na swojej głowie mocne uderzenie, o wiele za mocne jak na drobną dłoń, która wykonała cios.

- Dlaczego?! – Takanori ruszył korytarzem masując swoją potylicę i cicho klnąc pod nosem.

- Dobrze wiesz dlaczego. Łukasz o wszystkim się dowie i osobiście dopilnuję, żeby cię zlał.

- Nie ma takiej opcji! Yukichi jest mi całkowicie oddany i nie wyrządzi mi krzywdy. – Zielonooki wypiął dumnie pierś do przodu i uśmiechnął się triumfalnie.
- Od kiedy się zeszliście stałeś się bardzo pewny siebie! Uważaj młody, żebyś się nie przejechał. – Takanori stanął jak wryty i spojrzał na blondynkę z wyrazem szoku w oczach.

- Co ty sugerujesz Tsuki?- Jego głos skoczył niemalże o całą oktawę wyżej przez co zabrzmiał zarazem histerycznie i zabawnie. Jego towarzyszka roześmiała się perliście i delikatnie chwyciła za dłoń, chłopak wzdrygnął się prawie nie zauważalnie  ale za chwilę odwzajemnił uścisk.

- Nie bój się Taka-chan. Żartuję przecież; nigdy nie pozwolę, aby moje dwa gołąbeczki się rozeszły. – Jej niebieskie oczy rozświetliła iskierka szczęścia.
- Jesteś nienormalna, naprawdę powinnaś dostać karę na yaoi.

- Ani mi się śni! – Tsuki posłała przyjacielowi ostrzegawcze spojrzenie i pociągnęła go w kierunku kolejnej sali. – Jeszcze tylko dwie lekcje. A jak myślisz, że znowu będę się za ciebie kajać przed nauczycielami to się grubo mylisz. Zdychaj w Mordorze niewdzięczniku jeden!

Obydwoje wybuchnęli głośnym śmiechem i pobiegli przed siebie tratując przy tym przypadkowe osoby.

~ * ~

- Do jutra mordo! Przygotuj się na trening i powiedz Yukichiemu, że jeśli się spóźni to osobiście przemebluję mu tę śliczną buźkę!

- Do jutra Tsuki! Też cię kocham!

Dwójka przyjaciół rozeszła się w swoje strony. Blondynka najprawdopodobniej cały dzień spędzi na śledzeniu notowań na giełdzie i wkuwaniu biologii. Brunet natomiast skupi się tylko na ostatnim, co niestety ostatnimi czasy wcale nie szło mu zbyt dobrze.

Zazwyczaj ich dni mijały właśnie w ten sposób, chodzili do szkoły, uczyli się, czy też w przypadku Takanoriego udawali, że się uczyli, wracali do domu, siedzieli w książkach, trzy razy w tygodniu spotykali się całym zespołem na treningach. Czego więcej ten młody chłopak mógł chcieć od życia?

Niczego.

I doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Cieszył się z życia jakie dostał i dbał o nie z całej siły, pielęgnował przyjaźnie i swoją miłość. Nie chciał tego stracić za nic w świecie. Jakakolwiek była jego przeszłość, nie chciał do niej wracać.
Dlatego też wracał do domu cały w skowronkach. Mimo, iż mieszkał daleko od centrum wcale mu to nie przeszkadzało, bo wiedział, że w domu ktoś na niego czeka i że warto jest wracać. Nie minęło dużo czasu, do momentu gdy stanął przed czarną furtką, która dzieliła go od domu rozmiarów małej willi. Cóż, jego Yukichi zgromadził dość spore zasoby pieniężne i po prostu korzystał z tego, co mu się należało.

Takanori podbiegł do drzwi wejściowych i wszedł do domu krzycząc od progu:
- Tadaima!* - Zzuł ze stóp buty i zawiesił kurtkę na wieszaku, po czym ślizgając się na panelach wpadł do kuchni. Tam młody mężczyzna smażył coś na patelni odwrócony plecami do nowo przybyłego, który oparł się o framugę drzwi i uśmiechnął zadziornie.

- Jak zawsze pełen energii. – Gospodarz z gracją nałożył na talerz naleśnika i dopiero wtedy zielonooki chłopiec spojrzał na całkiem spory stosik parującego pożywienia. Jego brzuch odezwał się prawie jak na komendę. – I jak zawsze głodny! – Kucharz odwrócił się do chłopca z ciepłym uśmiechem na ustach i podszedł do niego po woli.

- Dobrze, że wróciłeś, stęskniłem się. – Starszy puścił Takanoriemu perskie oczko i musnął jego różowe wargi swoimi ustami. Pocałunek był delikatny niczym muśnięcie skrzydeł motyla, ale tyle musiało wystarczyć. – Umyj ręce i siadaj do stołu.

Młodszy posłusznie wykonał polecenie mężczyzny, a gdy tylko na stole pojawiło się ciepłe danie zaczął je pochłaniać napychając swoje usta sporymi porcjami.

- Tsuki nie pozwala ci jeść w szkole, że zawsze wracasz do domu taki nienajedzony?

- Nie to nie tak hyung! – Młodszy pokręcił głową między kolejnymi kęsami. – Po pierwsze w szkole nie mam czasu na jedzenie, a po drugie szybko wszystko spalam jak się uczę. (aut. Czego pokaz otrzymaliśmy na biologii)

- Taki z ciebie pilny uczeń? – Yukichi odezwał się z lekką ironią w głosie, na co jego przyjaciel zmarszczył brwi.

- Masz wątpliwości, hyung? – Mimo, iż Takanori chciał zachować powagę to w jego głosie dało się słyszeć nutkę zawodu. Każdego jego działanie wywodziło się z chęci wywołania dumy u młodego mężczyzny, który z gracją konsumował naleśniki, dlatego też słowa jak te, które usłyszał chwilę wcześniej raniły go. Starał się tego nie okazywać, ale nie zawsze było łatwo.

- Taka-chan, przecież wiesz, że nie wątpię w twoje zdolności. – Odezwał się w końcu starszy odkładając chwilowo widelec na bok. – Wręcz przeciwnie, uważam, że jesteś bardzo mądry i inteligenty i czasami ci tego zazdroszczę.

- Ale tylko czasami, hyung! – Chłopiec roześmiał się perliście, mrużąc przy tym oczy w bardzo uroczy sposób. – Myślę, że mój Yukichi jest bardzo zdolny!

- Oczywiście, że tak. – Starszy obojętnie wzruszył ramionami, po czym obydwoje zaśmiali się, a w chwilę później w ciszy powrócili do jedzenia. Takanori pochłonął swoją porcję w tempie ekspresowym i od razu wziął się za zmywanie naczyń po obiedzie. W pewnym momencie jego towarzysz stanął za nim i umieścił swój talerz w zlewie przy okazji składając delikatnego całusa na odkrytym karku chłopca. Ten zadrżał delikatnie i spojrzał z pewnym wyrzutem na winowajcę.

- Nie zrobię ci krzywdy. – Yukichi jeszcze raz musnął wargami delikatną skórę, sprawiając, że ręce Takanoriego zadrżały. Starszy jednak wycofał się w chwilę później z pogodnym uśmiechem na ustach. – Idę trochę popracować, będę w salonie.

Po tych słowach wyszedł z kuchni i udał się we wcześniej ustalone miejsce. Usiadł na kanapie i przez chwilę po prostu trwał w bezruchu wpatrując się w drobinkę kurzu, która osiadła na szklanym blacie stolika. Zastanawiał się czy nie poszedł o krok za daleko, czy nie zrobił czegoś, co Takanori mógł odebrać źle. Ale jak miał przyzwyczaić go do dotyku? Yukichi doskonale zdawał sobie sprawę, że jego chłopak boi się jakiejkolwiek bliskości z drugim człowiekiem. Było tak od kiedy znalazł go w ciemnym zaułku, pewnego listopadowego wieczoru. Jeszcze pół roku wcześniej chłopiec był przerażony, gdy ktoś w ogóle się do niego zbliżał. Jego fobia jednak uległa poprawie ostatnimi czasy, pozwalał innym na dotknięcie jego ciała, a Yukichiemu od czasu do czasu dał się pocałować. Jednak w jego sercu wciąż tkwił zalążek strachu, który sprawiał, że za każdym razem, gdy ktoś posunął się za daleko, Takanori wariował, w jego myślach materializowały się, jak on to określał „czarne, brudne, okropne obrazy”, zawsze wtedy zanosił się histerycznym płaczem i bardzo ciężko było go uspokoić.

Yukichi obiecał sobie, że mu pomoże, że zrobi wszystko, by jego ukochany wyleczył się z tego strachu, by kiedyś odczuwał przyjemność z bliskości pomiędzy nimi, jednak na razie ciężko było do tego dojść.

- No rzeczywiście hyung, pracujesz tak bardzo, że aż wcale. – Młodzieniec usiadł na kanapie i zaniósł się śmiechem, po chwili jego towarzysz dołączył do niego.

- Zamyśliłem się. – Yukichi delikatnie pogłaskał chłopaka po policzku, po czym uruchomił laptop, jak gdyby nigdy nic. Uważał, że najlepszym sposobem na wyleczenie chłopca jest po prostu oswojenie go z dotykiem i to robił za każdym razem. Pokazywał mu, że nie wyrządzi mu krzywdy, właśnie przez takie drobne gesty, w głębi duszy modląc się, aby to zadziałało. Wiedział, że nie otrzyma efektu od razu, ale na całe szczęście był cierpliwą osobą.

Młodszy przez dłuższą chwilę przyglądał się hyungowi, cały czas wiercąc się na kanapie i zmieniając pozycję. Co prawda miał się uczyć biologii, ale bardzo dziwnym trafem mu się odechciało i uznał, że obserwowanie Yukichiego w okularach na nosie, z tą cudownie skupioną twarzą jest o wiele ciekawsze.

W ten sposób minęło im jakieś pół godziny, aż w końcu Takanori nie wytrzymał i złapał swojego towarzysza za rękaw koszuli.

- Hyung... nudzi mi się! – Niemalże zawył z rozpaczy robiąc przy tym niesamowicie słodką minę. Złożył swoje różowe usteczka w delikatny dzióbek, a jego duże oczy wydawały być się jeszcze większe. Yukichi jednak nie dał się zwieść jego uroki i posłał mu pełne wyrzutów spojrzenie.

- A nie powinieneś się przypadkiem uczyć?

- Nie chce mi się. – Młodszy wydął swoją dolną wargę i delikatnie zbliżył się do mężczyzny opierając swoje czoło o jego ramię. Przez chwilę po prostu tak siedzieli, aż w końcu Yukichi wplątał palce swojej dłoni we włosy ukochanego uśmiechając się przy tym delikatnie. – Obejrzyjmy film!

Takanori oderwał się od mężczyzny i rzucił biegiem do półki, na której ustawiony był odtwarzacz DVD. Yukichi chciał się sprzeciwić, ale zaprzestał na samej chęci, po czym z cichym westchnieniem powiedział:

- Tylko niech to nie będzie jakiś tani film o zombie.

Młodszy zachichotał, po czym uruchomił jakąś płytę. Wrócił na kanapę przy okazji gasząc światło i zamykając laptop swojego towarzysza. Bardzo delikatnie przysunął się do mężczyzny i ponownie oparł głowę o jego ramię. Wkrótce na ekranie dużego telewizora zaczęły pojawiać się pierwsze sceny.

- Miało nie być zombie!

~
* Prawdziwe imię Yukichiego to Łukasz Kowalewski, którego poznaliśmy w prologu. Dalej w opowiadaniu raczej nie będzie ono używane, a dlaczego? Wszystkiego dowiecie się w swoim czasie! ^^
** Tadaima używa się w Japonii, możemy to tłumaczyć po prostu jako "wróciłem do domu".

1 komentarz:

  1. "Kochany pamiętniczku! <3
    Jestem popierdolony." ahahahah rozjebałaś system XD

    Powiem tak ... Świetne :D

    OdpowiedzUsuń