No więc ruszamy z rozdziałem pierwszym. Blog nie bije rekordów popularności, ale mam nadzieję, że to niedługo się zmieni i może znajdzie się nawet kilku komentatorów (Tsaaa... Łudź się dalej).
Opowiadanie na razie może wydawać się Wam bardzo zagmatwane, ale nic się nie bójcie nie długo wszystkiego się dowiecie. <3
~ * ~
Opowiadanie na razie może wydawać się Wam bardzo zagmatwane, ale nic się nie bójcie nie długo wszystkiego się dowiecie. <3
~ * ~
Rozdział I
Dziesięć
miesięcy później.
Kochany pamiętniczku!
<3
Jestem popierdolony.
Młody
chłopak o wyraziście zielonych oczach spojrzał na zeszyt leżący na szkolnej
ławce, w którym wypisał te cztery piękne słowa, po czym gdy je przeczytał i
dotarł do niego ich sens, czy też raczej jego brak, parsknął gromkim śmiechem.
Nagle
na blacie zmaterializowały się dwie, zgrabne dłonie. Zlękniony spojrzał ku
górze i ujrzał twarz nauczycielki wykrzywioną grymasem złości.
-
Pan Takanori jak widać uważa, że wie już wszystko i nie musi mnie słuchać.
Nim
chłopak zdążył się odezwać postać siedząca obok niego poderwała się do góry
i stanęła na prostych nogach kłaniając się przed kobietą.
-
Przepraszam pani profesor, to moja wina. – Dziewczyna spuściła wzrok i wbiła
go w podręcznik od biologii spoczywający na ławce. Tym razem Takanori tego nie
przeżyje, była pewna, że zabije go gdy tylko opuszczą klasę.
-
Tsuki! – Syknął młodzieniec ciągnąc przyjaciółkę za niebieską bluzkę, ta jednak
ani drgnęła tylko kontynuowała swoją wypowiedź łżąc tak, jak nikt inny nie
potrafił.
-
Byłam całkowicie nieskupiona na lekcji i zagadałam go, odciągając go tym samym
do nauki. Bardzo przepraszam pani profesor. – Zielonooki chłopak miał ochotę
walnąć głową o blat i zacząć rzewnie płakać, ale nauczycielka uwierzyła w jego
niewinność, fuknęła cicho na blondynkę i nie mówiąc już nic, wróciła do
omawiania tematu.
-
Ty mały gnojku. – Tsuki odezwała się do chłopaka, gdy tylko na powrót usiadła.
– Przysięgam ci, że rozewrę ci gardło, wypruję wnętrzności i rozrzucę je
po całym szkolnym placu. Ty nierobie jeden! Ile razy mam ci powtarzać, żebyś
się skupił na tym co robisz?! Rumunie ty wstrętny!
-
To dlatego, że w ogóle mnie to nie interesuje! Na co mi się przydadzą ‘rośliny
pierwotnie wodne’ na medycynie?!
-
Przypominam ci, że aby dostać się na medycynę musisz przyzwoicie zdać maturę, a
na niej na pewno pojawią się rośliny! I ani słowa więcej! Bierz się do nauki!
Takanori
posłuchał przyjaciółki i skupił się na małych, czarnych literkach umieszczonych
na slajdzie wyświetlanym na ścianie.
Reszta
lekcji minęła w miarę szybko, choć niezbyt przyjemnie. Młodzieniec z całych
sił starał się zrozumieć omawiany temat, choćby po to, by zaimponować
Tsuki, ale za nic mu to nie wychodziło. Nie rozumiał ani słowa z omawianej
lekcji, bo w głębi serca wcale nie chciał się na tym skupiać. To co kochał to:
DNA, tkanki, organy, anatomia et cetera, ale na pewno nie rośliny! Jednak
starał się z całych sił i nie miał zamiaru się poddawać. Nawet wtedy, gdy
wyszedł z klasy i poczuł na swojej głowie mocne uderzenie, o wiele za mocne jak
na drobną dłoń, która wykonała cios.
-
Dlaczego?! – Takanori ruszył korytarzem masując swoją potylicę i cicho klnąc
pod nosem.
-
Dobrze wiesz dlaczego. Łukasz o wszystkim się dowie i osobiście dopilnuję, żeby
cię zlał.
-
Nie ma takiej opcji! Yukichi jest mi całkowicie oddany i nie wyrządzi mi
krzywdy. – Zielonooki wypiął dumnie pierś do przodu i uśmiechnął się
triumfalnie.
-
Od kiedy się zeszliście stałeś się bardzo pewny siebie! Uważaj młody, żebyś się
nie przejechał. – Takanori stanął jak wryty i spojrzał na blondynkę z
wyrazem szoku w oczach.
-
Co ty sugerujesz Tsuki?- Jego głos skoczył niemalże o całą oktawę wyżej przez
co zabrzmiał zarazem histerycznie i zabawnie. Jego towarzyszka roześmiała się
perliście i delikatnie chwyciła za dłoń, chłopak wzdrygnął się prawie nie zauważalnie ale za chwilę odwzajemnił uścisk.
-
Nie bój się Taka-chan. Żartuję przecież; nigdy nie pozwolę, aby moje dwa
gołąbeczki się rozeszły. – Jej niebieskie oczy rozświetliła iskierka szczęścia.
-
Jesteś nienormalna, naprawdę powinnaś dostać karę na yaoi.
-
Ani mi się śni! – Tsuki posłała przyjacielowi ostrzegawcze spojrzenie i pociągnęła
go w kierunku kolejnej sali. – Jeszcze tylko dwie lekcje. A jak myślisz,
że znowu będę się za ciebie kajać przed nauczycielami to się grubo mylisz.
Zdychaj w Mordorze niewdzięczniku jeden!
Obydwoje
wybuchnęli głośnym śmiechem i pobiegli przed siebie tratując przy tym
przypadkowe osoby.
~ * ~
-
Do jutra mordo! Przygotuj się na trening i powiedz Yukichiemu, że jeśli się
spóźni to osobiście przemebluję mu tę śliczną buźkę!
-
Do jutra Tsuki! Też cię kocham!
Dwójka
przyjaciół rozeszła się w swoje strony. Blondynka najprawdopodobniej cały dzień
spędzi na śledzeniu notowań na giełdzie i wkuwaniu biologii. Brunet natomiast
skupi się tylko na ostatnim, co niestety ostatnimi czasy wcale nie szło mu zbyt
dobrze.
Zazwyczaj
ich dni mijały właśnie w ten sposób, chodzili do szkoły, uczyli się, czy też w
przypadku Takanoriego udawali, że się uczyli, wracali do domu, siedzieli w
książkach, trzy razy w tygodniu spotykali się całym zespołem na treningach.
Czego więcej ten młody chłopak mógł chcieć od życia?
Niczego.
I
doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Cieszył się z życia jakie dostał i dbał
o nie z całej siły, pielęgnował przyjaźnie i swoją miłość. Nie chciał tego
stracić za nic w świecie. Jakakolwiek była jego przeszłość, nie chciał do niej
wracać.
Dlatego
też wracał do domu cały w skowronkach. Mimo, iż mieszkał daleko od centrum
wcale mu to nie przeszkadzało, bo wiedział, że w domu ktoś na niego czeka
i że warto jest wracać. Nie minęło dużo czasu, do momentu gdy stanął przed
czarną furtką, która dzieliła go od domu rozmiarów małej willi. Cóż, jego
Yukichi zgromadził dość spore zasoby pieniężne i po prostu korzystał z tego, co
mu się należało.
Takanori
podbiegł do drzwi wejściowych i wszedł do domu krzycząc od progu:
-
Tadaima!* - Zzuł ze stóp buty i zawiesił kurtkę na wieszaku, po czym ślizgając
się na panelach wpadł do kuchni. Tam młody mężczyzna smażył coś na patelni
odwrócony plecami do nowo przybyłego, który oparł się o framugę drzwi i
uśmiechnął zadziornie.
-
Jak zawsze pełen energii. – Gospodarz z gracją nałożył na talerz naleśnika i
dopiero wtedy zielonooki chłopiec spojrzał na całkiem spory stosik parującego
pożywienia. Jego brzuch odezwał się prawie jak na komendę. – I jak zawsze
głodny! – Kucharz odwrócił się do chłopca z ciepłym uśmiechem na ustach i
podszedł do niego po woli.
-
Dobrze, że wróciłeś, stęskniłem się. – Starszy puścił Takanoriemu perskie oczko
i musnął jego różowe wargi swoimi ustami. Pocałunek był delikatny niczym
muśnięcie skrzydeł motyla, ale tyle musiało wystarczyć. – Umyj ręce i siadaj do
stołu.
Młodszy
posłusznie wykonał polecenie mężczyzny, a gdy tylko na stole pojawiło się
ciepłe danie zaczął je pochłaniać napychając swoje usta sporymi porcjami.
-
Tsuki nie pozwala ci jeść w szkole, że zawsze wracasz do domu taki
nienajedzony?
-
Nie to nie tak hyung! – Młodszy pokręcił głową między kolejnymi kęsami. – Po
pierwsze w szkole nie mam czasu na jedzenie, a po drugie szybko wszystko spalam
jak się uczę. (aut. Czego pokaz otrzymaliśmy na biologii)
-
Taki z ciebie pilny uczeń? – Yukichi odezwał się z lekką ironią w głosie, na co
jego przyjaciel zmarszczył brwi.
-
Masz wątpliwości, hyung? – Mimo, iż Takanori chciał zachować powagę
to w jego głosie dało się słyszeć nutkę zawodu. Każdego jego
działanie wywodziło się z chęci wywołania dumy u młodego mężczyzny, który z
gracją konsumował naleśniki, dlatego też słowa jak te, które usłyszał chwilę
wcześniej raniły go. Starał się tego nie okazywać, ale nie zawsze było łatwo.
-
Taka-chan, przecież wiesz, że nie wątpię w twoje zdolności. – Odezwał się w
końcu starszy odkładając chwilowo widelec na bok. – Wręcz przeciwnie, uważam,
że jesteś bardzo mądry i inteligenty i czasami ci tego zazdroszczę.
-
Ale tylko czasami, hyung! – Chłopiec roześmiał się perliście, mrużąc przy tym
oczy w bardzo uroczy sposób. – Myślę, że mój Yukichi jest bardzo zdolny!
-
Oczywiście, że tak. – Starszy obojętnie wzruszył ramionami, po czym obydwoje
zaśmiali się, a w chwilę później w ciszy powrócili do jedzenia. Takanori
pochłonął swoją porcję w tempie ekspresowym i od razu wziął się za zmywanie
naczyń po obiedzie. W pewnym momencie jego towarzysz stanął za nim i
umieścił swój talerz w zlewie przy okazji składając delikatnego całusa na
odkrytym karku chłopca. Ten zadrżał delikatnie i spojrzał z pewnym wyrzutem
na winowajcę.
-
Nie zrobię ci krzywdy. – Yukichi jeszcze raz musnął wargami delikatną skórę,
sprawiając, że ręce Takanoriego zadrżały. Starszy jednak wycofał się w chwilę
później z pogodnym uśmiechem na ustach. – Idę trochę popracować, będę w
salonie.
Po
tych słowach wyszedł z kuchni i udał się we wcześniej ustalone miejsce. Usiadł
na kanapie i przez chwilę po prostu trwał w bezruchu wpatrując się
w drobinkę kurzu, która osiadła na szklanym blacie stolika. Zastanawiał
się czy nie poszedł o krok za daleko, czy nie zrobił czegoś, co Takanori mógł
odebrać źle. Ale jak miał przyzwyczaić go do dotyku? Yukichi doskonale zdawał
sobie sprawę, że jego chłopak boi się jakiejkolwiek bliskości z drugim
człowiekiem. Było tak od kiedy znalazł go w ciemnym zaułku, pewnego
listopadowego wieczoru. Jeszcze pół roku wcześniej chłopiec był przerażony, gdy
ktoś w ogóle się do niego zbliżał. Jego fobia jednak uległa poprawie ostatnimi
czasy, pozwalał innym na dotknięcie jego ciała, a Yukichiemu od czasu do
czasu dał się pocałować. Jednak w jego sercu wciąż tkwił zalążek strachu, który
sprawiał, że za każdym razem, gdy ktoś posunął się za daleko, Takanori
wariował, w jego myślach materializowały się, jak on to określał „czarne,
brudne, okropne obrazy”, zawsze wtedy zanosił się histerycznym płaczem i bardzo
ciężko było go uspokoić.
Yukichi
obiecał sobie, że mu pomoże, że zrobi wszystko, by jego ukochany wyleczył się z
tego strachu, by kiedyś odczuwał przyjemność z bliskości pomiędzy nimi,
jednak na razie ciężko było do tego dojść.
-
No rzeczywiście hyung, pracujesz tak bardzo, że aż wcale. – Młodzieniec usiadł
na kanapie i zaniósł się śmiechem, po chwili jego towarzysz dołączył do niego.
-
Zamyśliłem się. – Yukichi delikatnie pogłaskał chłopaka po policzku, po czym
uruchomił laptop, jak gdyby nigdy nic. Uważał, że najlepszym sposobem na
wyleczenie chłopca jest po prostu oswojenie go z dotykiem i to robił
za każdym razem. Pokazywał mu, że nie wyrządzi mu krzywdy, właśnie przez
takie drobne gesty, w głębi duszy modląc się, aby to zadziałało.
Wiedział, że nie otrzyma efektu od razu, ale na całe szczęście był cierpliwą
osobą.
Młodszy
przez dłuższą chwilę przyglądał się hyungowi, cały czas wiercąc się na kanapie
i zmieniając pozycję. Co prawda miał się uczyć biologii, ale bardzo
dziwnym trafem mu się odechciało i uznał, że obserwowanie Yukichiego w
okularach na nosie, z tą cudownie skupioną twarzą jest o wiele ciekawsze.
W
ten sposób minęło im jakieś pół godziny, aż w końcu Takanori nie wytrzymał i
złapał swojego towarzysza za rękaw koszuli.
-
Hyung... nudzi mi się! – Niemalże zawył z rozpaczy robiąc przy tym niesamowicie
słodką minę. Złożył swoje różowe usteczka w delikatny dzióbek, a jego duże oczy
wydawały być się jeszcze większe. Yukichi jednak nie dał się zwieść jego uroki
i posłał mu pełne wyrzutów spojrzenie.
-
A nie powinieneś się przypadkiem uczyć?
-
Nie chce mi się. – Młodszy wydął swoją dolną wargę i delikatnie zbliżył się do
mężczyzny opierając swoje czoło o jego ramię. Przez chwilę po prostu tak siedzieli,
aż w końcu Yukichi wplątał palce swojej dłoni we włosy ukochanego uśmiechając
się przy tym delikatnie. – Obejrzyjmy film!
Takanori
oderwał się od mężczyzny i rzucił biegiem do półki, na której ustawiony był
odtwarzacz DVD. Yukichi chciał się sprzeciwić, ale zaprzestał na samej chęci, po
czym z cichym westchnieniem powiedział:
-
Tylko niech to nie będzie jakiś tani film o zombie.
Młodszy
zachichotał, po czym uruchomił jakąś płytę. Wrócił na kanapę przy okazji gasząc
światło i zamykając laptop swojego towarzysza. Bardzo delikatnie przysunął się
do mężczyzny i ponownie oparł głowę o jego ramię. Wkrótce na ekranie dużego
telewizora zaczęły pojawiać się pierwsze sceny.
-
Miało nie być zombie!
~
* Prawdziwe imię Yukichiego to Łukasz Kowalewski, którego poznaliśmy w prologu. Dalej w opowiadaniu raczej nie będzie ono używane, a dlaczego? Wszystkiego dowiecie się w swoim czasie! ^^
** Tadaima używa się w Japonii, możemy to tłumaczyć po prostu jako "wróciłem do domu".
"Kochany pamiętniczku! <3
OdpowiedzUsuńJestem popierdolony." ahahahah rozjebałaś system XD
Powiem tak ... Świetne :D